21 stycznia 2016

Do It Yourself! -TOALETKA Z MALBORKA

DIY Toaletka




Historia ta zaczęła się nie aż tak dawno temu, bo w listopadzie- konkretnie to na początku listopada. Prosto z Malborka przyjechała do mnie przecudnej urody toaletka. Młodziutka to ona nie jest, swoje już z pewnością przeżyła i teraz na stare lata trafiła na mój „warsztat”.
Jest w dość ciemnym kolorze, co moim zdaniem źle wpływa na jej wizerunek. Koniecznie musimy wydobyć z niej naturalne piękno! Trochę ją rozjaśnić, nawet bardzo trochę. Kolor biały i odcienie szarości? Zobaczymy jak to wyjdzie w praktyce. Założenia są właśnie takie. 
Efekt końcowy to suma kilku etapów prac na toaletką. Do tego pomysł, dobra organizacja czasu (wszystko w dość szybkim tempie, bo szybko chcemy zobaczyć efekt końcowy), chęci, kilka złotych i gotowe! 



KROK I

Toaletka częściowo była pokryta okleiną, która ku mojemu zdziwieniu zeszła przy pomocy nożyka bardzo łatwo. Zostało po niej trochę kleju, więc trzeba to wyczyścić wiadomo… z pomocą przyszły: płyn do mycia naczyń, mleczko do szorowania, gąbeczka, woda, wiaderko, szmatki/ ścierki, sól, ocet i rękawiczki. 
Mniej więcej odkurzyłam jeszcze toaletkę i zabrałam się za mycie jej na mokro (w granicach rozsądku rzecz jasna ). Pranie wstępne takie konkretne z pianą, następnie mycie drugie właściwe (mniej piany) i później wszystko wytarłam mokrą szmatką.
i tak sobie spokojnie schła ta moja szafko-toaletka. Kilka godzin…
A ten ocet i sól to do czego?
Już spieszę z wyjaśnieniami. Wszystkie meble mają swoją historię i swój specyficzny zapach. Tak też było z tą toaletką. Wertując po necie natrafiłam na cudowne rady czego to należy używać w takich sytuacjach i jedyne rozsądne wydały mi się sposoby z reguły wydawać by się mogły bardzo banalne, ale jednak skuteczne i działające. Octem po prostu przetarłam całą toaletkę. Każdą szczelinkę i najdrobniejszy fragmencik. Po prostu wszystko wszystko… No i co? Na początku, delikatnie to ujmując śmierdziało tym naszym polskim octem. Ale jak już to tak postało sobie i wywietrzało, to można było przystąpić do akcji bardziej właściwej.

 KROK II
Teraz przyszedł czas na papier ścierny w postaci gąbeczki. Gąbeczkę, którą mam ja jest o dość dużej ziarnistości (180). Chodziło mi o lekkie starcie lakieru, którego i tak było niewiele. Mebel był zmatowiony i według mnie już prawie gotowy do malowania. Jeszcze tylko lekkie przetarcie z kurzu i pyłu oraz odkurzenie powierzchni mebla. Zaraz po tych zabiegach, okleiłam też taśmą malarską brzegi blatu.

KROK III
W końcu gotowe do malowania.
Kuwetka do farby? -jest!
Wałek? – jest!
Pędzelek? – jest!
Farba? –jest!
No to zabieramy się za akcję właściwą!
Najpierw przy pomocy pędzla pomalowałam wszystkie rogi i zakamarki toaletki. Potem wszystkie równe powierzchnie malowałam wałkiem. I tak całą toaletkę malowałam kilka dni. Bo czas miałam tylko wieczorami. Więc codziennie wieczorem jedna warstwa farby szła. Całą noc i potem następny dzień to sobie schło i kolejnego wieczora znów malowanie. Ogólnie poszły chyba 2-3 takie warstwy na jedno miejsce, ale samo malowanie trwało trochę dłużej niż 3 dni, które można sobie kalkulować. To wszystko dlatego, że: w miejscu przesuwnych szybek tez jest biało, a szybek nie wyjmowałam- także musiało z jednej strony solidnie to wyschnąć, żebym mogła przesunąć szybki na drugą stronę. Poza tym, toaletkę malowałam też pod spodem. Chyba tylko raz, ale musiałam postawić ją do góry nogami i z tym już 2 dni też zeszły. W tak zwanym między czasie malowałam również szufladki. W środku- brązowa bejca, na zewnątrz biała farba. Wtedy jak już wszystko co powinno być białe - było białe, pora na blat, który miał być zabejcowany brązem- kolor palisander. Tu akurat malowałam (nawet można powiedzieć, że wcierałam) tylko dwie cienkie warstwy.

KROK IV
Przyszedł w końcu ten dzień! Dzień, w którym farba wyschła, a bejca nie była już klejąca. Dzień, na który wszyscy czekali (czyt. JA)
Mogłam w tym dniu znów wziąć gąbeczkę ścierną w dłoń. Mogłam tak jak tylko chciałam kreatywnie dotrzeć warstwy białej farby, żeby lekko przebić macierzysty brąz. Po całej „przecierce” z grubsza odkurzyłam toaletkę i delikatnie ją nawoskowałam. Ale czym… Olejem kokosowym, którego używam do olejowania włosów! Czytałam ,że można stosować go również do nabłyszczania mebli, no i muszę powiedzieć, ze bardzo mi się podoba efekt. Oczywiście trzeba to robić z umiarem, bo z nadmiarem oleju bardzo szybko można przesadzić. Wiem, sama sprawdziłam!
Końcowym końcem metamorfozy toaletki było przyczepienie gałek do szuflad- 2 sztuki zakupiłam w Zara home za 20 zł, przyczepienie filcowych podkładek i umycie szybek na błysk. 

KROK V
Czas wynieść toaletkę do domu. Oł yeah!